Mauritius, czyli gdzie jest Dodo?

Relacje z imprez lotniczych, pokazów, podróży itp.
Awatar użytkownika
Gryni
Posty: 1078
Rejestracja: 07 lutego 2007, 00:45
Lokalizacja: Bielsko-Biała EPBA
Kontakt:

14 stycznia 2017, 08:46

Na początku chcę powiedzieć że jeśli wkradły się jakieś błędy to przepraszam, nie są wynikiem celowego działania a niemocy mojego komputera i braku mojej cierpliwości do niego. Wczoraj przez trzy godziny wstawiałem pięć zdjęć na Photobucket, kopiowałem linki i edytowałem resztę tekstu. cierpliwość skończyła mi się o 2:50 więc dokończyłem dzisiaj rano.

Święta i Sylwestra postanowiliśmy spędzić tradycyjnie poza domem. Kolejny raz nie miałem czasu czatować na okazyjne bilety na grudzień, więc poszliśmy na łatwiznę. Wybieraliśmy między Zanzibarem, Meksykiem i Mauritiusem. Padło na to ostatnie. Jako że wyjazd był zorganizowany przez jedno z biur podróży, nie było nic do planowania poza organizacją czasu na miejscu.
Ja oczywiście najbardziej cieszyłem się z możliwości przetestowania B787 naszego narodowego przewoźnika. Po jakimś czasie odebrałem telefon z biura podróży, że jest możliwość dopłaty do Premium Economy, jak się okazało niewielkiej. Zdecydowaliśmy i poprosiliśmy o telefon w razie gdyby miejsca takie były dostępne w locie powrotnym. Dziwne że nikt nie zaproponował dopłaty do PE na początku, w trakcie zamawiania imprezy.
Do Warszawy przyjechaliśmy dzień wcześniej. Noc spędziliśmy w hotelu przy lotnisku ze świetnym widokiem na startujące maszyny. Lot zaplanowany był na 6:00, odprawa zaczęła się trzy godziny wcześniej. My w osobnym okienku w związku z czym poszło gładko chociaż miejsca które chcieliśmy były niedostępne. Pan na odprawie nie potrafił wytłumaczyć dlaczego, ale jak się okazało później była rezerwacja przez znajomości.
Po kontroli bezpieczeństwa udaliśmy się na kawę i coś na ząb do saloniku Preludium. Boarding rozpoczął się o czasie, urlopowy nastrój nie udzielił się nikomu do tego stopnia żeby trzeba było kogoś wołać i szukać, więc dokładnie 5 minut przed 6:00 wypchano nas spod rękawa.
Wystartowaliśmy o 6:17 pierwszym dostarczonym do LOT-u Dreamlinerem, SP-LRA w locie LO6523 na lotnisko docelowe MRU. Trasa lotu wiodła praktycznie po prostej aż do wybrzeży Egiptu, potem nad Sudanem gdzie solidnie rzucało, Etiopią, Kenią, Madagaskarem aż do lądowania na Mauritusie. Podczas lotu nad Kenią wypatrywałem Kilimandżaro. Udało się. Mimo oszałamiającej odległośći (400km)widać było bez problemu wierzchołek wystający ponad chmury. Zachód Słońca i wygasły wulkan Piton des Neiges na Reunion Podczas lotu karmili dwa razy, po napoje byłem tylko raz. Lot trwał 10,5 godziny. Lotnisko na Mauritiusie zrobiło na mnie dobre wrażenie, ruch nieduży więc brak kolejek, wszędzie czysto a obsługa bardzo miła, no i świetna bezcłówka. Odebraliśmy bagaże po czym zabrano nas do hotelu na północno wschodnim wybrzeżu wyspy. Po przyjeździe mimo późnej pory (różnica czasu to 3 godziny do przodu), zaserwowano nam kolację na którą o dziwo po jakimś czasie wparowała cała załoga naszego B787 w uniformach na świeżo z lotniska. Nie nawiązywałem podczas pobytu jakichś większych znajomości ale udało mi się porozmawiać chwilę z jedną panią i okazało się że załogi zostają na tydzień czasu „w delegacji” i wracają następnym lotem jako załoga. I tak do końca sezonu. Jednej osobie zdarza się to jednak maksymalnie dwa razy w czasie jego trwania.
Hotel godny polecenia, Radisson Blu Post Lafayette. Ładnie utrzymany, bezpośrednio przy plaży, dalej 100-200 metrów laguny i dopiero potem głębina. Ludzi niewiele dzięki temu nie ma tłoku i problemów ze znalezieniem sobie miejsca. W okolicy hotelu są tylko dwa maleńkie sklepiki w których można kupić jedynie alkohol, wodę i przekąski. Ceny oczywiście ruchome. W hotelu najwięcej Niemców, Francuzów, Anglików, Hindusów i Polaków, oraz pojedynczy Japończycy, Hiszpanie i Włosi.
Rozrywki na miejscu to nurkowanie z fajką przy hotelu gdzie jak się okazało miejscówki były najlepsze w porównaniu np. z rozreklamowaną rafą w Blue Bay, którą powinno się pokazywać raczej jako przykład degradacji środowiska ponieważ rafa jest podobno od około 30 lat martwa. Nie mniej jednak faktycznie robi wrażenie. Za życia musiała wyglądać niesamowicie. Kolejne rozrywki to zwiedzanie wyspy. Zaplanowaliśmy cztery wyjazdy na cały dzień i jeden na pół dnia do większego miasta w okolicy. Woził nas taksówkarz licencjonowany przez hotel, ceny miał trochę wyższe niż firmy ogłaszające się w sieci, ale warto było zapłacić chociażby dlatego że facet był skarbnicą wiedzy na temat wyspy i po drugim wyjeździe z nami dawał już eleganckie rabaty. Można oczywiście wypożyczyć samochód jak ktoś lubi ruch lewostronny. Drogi na wyspie są naprawdę świetne, ich sieć jest gęsta, fakt że w większości brak na nich poboczy, nikt nie bawi się w zbędną niwelację terenu przed laniem asfaltu, ale da się jeździć a i sama kultura jazdy jest inna niż by się mogło wydawać w kraju afrykańskim. Teraz trochę widoczków żeby było wiadomo o czym piszę.
Centre de Flaq, targ i centrum miasta. Centrum wszechświata dla osób mieszkających na północnym wschodzie. Port Louis, stolica. Bardzo fajne miasto, tętniące życiem zwłaszcza w okolicach targów i parków.
Narodowy ogród botaniczny, robi wrażenie szczególnie przed zamknięciem kiedy nie ma już tłumów.
Widok z zatoki zatoki Tamarin na charakterystyczne góry.
Le Morne, południowo zachodni kraniec wyspy. U stóp góry widocznej w tle jest pomnik upamiętniający niewolników sprowadzonych z Afryki, którzy woleli się rzucić w dół niż ciężko pracować u swojego ciemiężcy. Faktycznie pod skałą znajdowano sporo ludzkich szczątków.
Wodospad Chamarel. W tej okolicy jest największa średnia wielkość opadów na wyspie. Musi pięknie wyglądać w porze deszczowej.
„Ziemia siedmiu kolorów”, nic innego jak powulkaniczne minerały. W ostrym słońcu mienią się naprawdę niezwykłymi kolorami. Kanion Wielkiej Czarnej rzeki. Na drugim zdjęciu z lewej strony najwyższy szczyt na wyspie, Piton de la Petite Riviere Noire 828 m n.p.m.
Plaża publiczna Mont Choisy.
Prywatne domy w Post Lafayette. Z pewnością właściciele wynajmują je turystom, o ile same domy nie są własnością obcokrajowców. Okolice Post Lafayette, tak wygląda niebo przed niemal codziennym kilkuminutowym deszczykiem.
Lazur otaczający wysepkę Ile aux Cerfs na wschodnim wybrzeżu. Bardzo urokliwe miejsce, niestety zatłoczone. Dopływa się tam łodziami na które czeka się nawet godzinę.
Chyba najbardziej charakterystyczny szczyt na Mauritiusie, Pieter Both. Skała na szczycie przypomina ludzką głowę, jest jednak tworem natury,
oraz cały masyw widziany z przeciwnej strony Port Louis. Na forum lotniczym nie może zabraknąć akcentów lotniczych. Zawsze jak gdzieś lecę to sprawdzam co można w danym miejscu zobaczyć. Tutaj nie było inaczej. Nieco na zachód było małe lotnisko na którym codziennie odbywały się skoki tandemowe, mieli tam C172 i PC6. Samoloty startujące z głównego lotniska miałem na zachód od siebie około 8 km na wysokości około FL150, czasem jednak szły idealnie nad hotelem. Największe z nich to A380 Emirates wykonujący dwa loty dziennie z Dubaju, A330 i A340 Air Mauritius no i Europejskie standardy. Rodzynkiem był DO228 miejscowej Straży Wybrzeża. Ogniskowa 55mm z Blue Lagoon, 2 km od progu pasa. Tak widać samoloty z plaży na Coconut Island Pogoda na wyspie jest bardzo zróżnicowana, generalnie na wybrzeżach było bezchmurnie, ale prawie codziennie zdarzały się ulewy trwające po 2-3 minuty. W głębi lądu potrafi już padać dłużej i bardziej intensywnie. Średnia opadów to 900mm rocznie, a miejscami nawet 1500mm przez co wyspa jest niewiarygodnie zielona. Słońce parzy pełną mocą. Bez wysokich filtrów nie radzę nawet wychodzić. Dodatkowo 2 stycznia o 12:07 było idealnie w zenicie. Cienia nie uświadczysz. Dobrze że wschodnie wybrzeże jest bardzo wietrzne. Teraz o symbolu Mauritiusu czyli Dodo. Pojawia się on niemal wszędzie. Nawet na dokumentach wjazdowych. Niestety nikt z żyjących go nie widział bo ptaszysko już trzy wieki temu wymarło. Na pytanie gdzie jest Dodo odpowiadają że „Europejczycy zjedli”. Zostały więc tylko maskotki, posągi i koszulki z ich wizerunkiem. Szkoda. Trochę informacji na temat życia na wyspie. Mauritius to od 1968 r. suwerenny kraj, mieszanka po kolei Hindusów, Afrykanów, Arabów i Azjatów. Religijnie podobnie. Wydaje się że nikt nikomu nie wadzi, wszyscy żyją obok siebie. Zabudowa jest schludna, nie widać sypiących się chat z blachy falistej (no może poza paroma wyjątkami), samochody jak u nas, ulice czyste. Ludzie dbają o porządek, śmieci na widoku zdarzają się sporadycznie.
Podatki wynoszą 15% i to nie na wszystkie towary, np. artykuły dla dzieci i niektóre dla kobiet są zwolnione z podatku. Za to 35% jest na alkohol, papierosy i towary importowane. Teraz najlepsze. Kwota wolna od podatku dla singla to 300000 rupii (37500zł). Z trójką osób na utrzymaniu 500000 rupii. Przekroczysz – płacisz 15%. Da się? Zarobki chyba też na dobrym poziomie, dokładnie się nie dowiedziałem ale stanęło na tym że bez problemu można zarobić 20000 R a najniższe wynagrodzenie to około 12000 R, przy czym przy takich zarobkach dostaje się dużą pomoc socjalną.
Jednak Mauritius nie jest tanim krajem. Przykładowe ceny (przelicznik 10 R = 1,25 zł):
Lokalne piwo Phoenix – supermarket 32 R, Lokalny sklepik 65 R, hotele 150-200 R
Paliwo – diesel 29 R/l, benzyna 39 R/l
Bilety komunikacji lokalnej – 12 - 30 R
T-shirt pamiątkowy – 150-250 R
Owoce – 5 szt. pomarańczy 50 R, mango (najlepsze jakie jadłem w życiu) 100 R sztuka.
Restauracje – Danie główne + przystawki 400-600 R + piwo 120 R, Kebab na ulicy (w całkiem innej formie niż przywykliśmy) 50 R, Samosy 20 R, placki puri z nadzieniem 12 R.
Niestety podwójny cennik też istnieje, nie na taką skalę jak np. w Indiach, ale przykładowo przy bilecie wstępu do Chamarel płacimy 225 R, miejscowi 125 R. Z oszustwami się nie spotkałem, tak samo jak z nagabywaniem na kupno rozmaitych towarów, wycieczek czy dawanie słynnych „donations”. Nic takiego.
Podsumowując, miejsce warte odwiedzenia jednak optymalnie jest być tam dwa tygodnie żeby na spokojnie wszystko zobaczyć. My mieliśmy praktycznie co drugi dzień jakiś wyjazd, więc był czas na odpoczynek pomiędzy. Objechaliśmy prawie całą wyspę dookoła. Tydzień to trochę mało, ale za to można w rozsądnej cenie wyrwać.
Nadszedł smutny dzień wylotu. O 17:15 wyjechaliśmy z hotelu na lotnisko, trzy godziny przed odlotem odprawa, niestety mimo ciągłego kontaktu z przedstawicielem z biura podróży, w premium economy znalazły się tylko dwa miejsca, a lecieliśmy w czwórkę na jednej rezerwacji. I dzięki tej jednej rezerwacji, odprawiliśmy się całą czwórką w okienku dla biznesu/PE mimo tego że początkowo stanęliśmy w kolejce do ekonomicznej. Pani na odprawie widząc cztery osoby na rezerwacji spytała gdzie reszta, a następnie poprosiła nas do siebie i odprawiła. I wtedy się zaczęło.
Usłyszałem parę komentarzy z kolejki „biznesów” pod naszym adresem, ale puściłem drugim uchem. Co się będę z „derektorami” szarpał. I może mi się wydawało albo tak to odebrałem, ale widać niechęć pasażerów biznesu do ekonomika. Tak jakby nie chodziło o podróżowanie w komfortowych warunkach a bardziej chęć pokazania innym ile kto jest wart. I co najśmieszniejsze, w kolejce do odprawy.
Najlepsze było to, że moi współpasażerowie byli w owej kolejce pierwsi, więc szybko opuściliśmy „zacne” towarzystwo udając się do sklepów wydać resztę Rupii, a następnie do saloniku żeby przeczekać czas do boardingu.
Nasz B787 już czeka, tym razem SP-LRC . Na odprawie wziąłem miejsce 8A chociaż wahałem się między rzędem siódmym, ale obawiałem się ścianki z przodu. Lot LO6525 bezpośrednio do WAW, startujemy 50 minut po czasie. Chyba co drugi tydzień są międzylądowania na Madagaskarze co wydłuża całą podróż o dwie godziny. Lecimy podobną trasą jak na Mauritius, do wlotu nad Kenię czytam książkę potem udaje mi się zasnąć. Budzę się nad już nad Grecją. Do Warszawy przylatujemy 20 minut przed czasem. Nieźle!
Jedyny ból to 350 km do domu, i różnica temperatur z którą trzeba się było zmierzyć po powrocie, a która sięgała 50 stopni C. Niestety na to już nic nie poradzę.
ZRT460/457M
Awatar użytkownika
RafalBel
Donator
Posty: 1150
Rejestracja: 12 października 2010, 20:27
Obserwuję: L980, M860,L999, BABKO/MEBAN-BIGLU, TOSPO-BABKO, GOTIX-ROE,
Lokalizacja: Bełżyce/Lublin

14 stycznia 2017, 11:58

Jak zawsze klasa :-) Współczuję jedynie tego powrotu w tak olbrzymie mrozy do Polski :-/
Obrazek
Canon EOS 7D / EOS 50D+Synta 8" "Angel of the sky"+ Powermate TeleVue 2x + Sigma 150-500 APO DG OS
kaziuniof16
Posty: 393
Rejestracja: 04 marca 2011, 22:51
Obserwuję: L984, L986,L856;N133, L999 + Skróty
Lokalizacja: GEVNA -BRZESKO
Kontakt:

14 stycznia 2017, 20:07

Jak zwykle dobra robota :)
MAK102+Nikon D3100;TENTO 20x60
OBSERWACJA TRAS : L984, L986,L856;N133, L999 + Skróty
Moje zdjęcia-
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
ODPOWIEDZ